Zaloty


Zaloty

Póki córeczki opiewałem wdzięki:
Mamunia słucha, stryj czyta;
Lecz skórom westchnął do serca i ręki:
Ja słucham, cały dom pyta.

Mama o wioskach i o duszach gada,
Pan stryj o rangach, dochodach;
A pokojowa służącego bada
O mych w kochaniu przygodach.

Mamo, stryjaszku! Jedną tylko duszę
I na Parnasie mam włości;
Dochodów piórem dorabiać się muszę,
A ranga — u potomności.

Czym dawniej kochał? Ciekawość jałowa!
Czy kochać mogę? Dowiodę:
Porzuć lokaja, kotko pokojowa,
Przydź w wieczór na mą gospodę.
 

Czasami też niestety jest tak, że musisz wyzbyć się jakichkolwiek uczuć. Nie stać Cię już później na jakąkolwiek łzę. Choćbyś nie wiadomo jak się starł, nie uronisz ani kropli.
Przechodzisz często obok znajomych Ci miejsce. Stajesz na chwilę tylko po to by spojrzeć z sentymentem w tamtą stronę.

Każdemu trzeba dać jedną szansę. Zwłaszcza wtedy gdy się go kocha. Bez względu na to co się stało. Nie musisz zapomnieć, wystarczy abyś wybaczył. Na początku w moich uszach słyszę głos Yirumy - River flows in you. Zatapiam się w tych dźwiękach cały. Nagle mam w głowie inne miejsce, inny czas i znacznie inną porę. Moje myśli są tak chaotyczne,  że sam nie potrafię ich ogarnąć w jedną całość. A otwieranie oczu jest jak poranek. Zimny, ciemny, ciekły poranek. Zabierający sny, a przynoszący pytania. Dyskomforty. Pakiety niepowodzeń, pliki rozczarowań. Nie zawsze tak jest. Pamiętaj o tym. To tylko jednej z gorszych scenariuszy jakie może wykreować Ci Twój umysł. Tak się przecież dzisiaj nazywa istnienie. Osadzone na leniwych wskazówkach zastojałych zegarów, cedzone ostro przez zęby oddechy, rytmiczne, choć zbyt wolne, miarowe bicie serca, drgający nerw gdzieś pod okiem, obolałe od ścisku kości. Dziś? Akurat chcę być sam. Bez nikogo wyłonić się tak jak kiedyś nocą w jakąś podróż i dzisiaj pewnie tak się stanie. Omijam zakazane miejsca, przedmioty i imiona, nie tracąc przy tym, też nie zyskując, skacząc nieopatrznie przez kałuże bólu, który i tak leje się z nieba. Strumieniem. Niektórych miejsca nie da się ominąć w trakcie podróży, ale największą głupotą jest pozwolić na to aby to miejsce wywoływało ból. To przydatna umiejętność, być w miejsca i miejscowościach które kiedyś Cię drażniły a teraz przypominasz sobie same najlepsze chwilę. Jest to balansowanie na cienkiej linii między, spokojem a tęsknotą więc najważniejsze jest aby uważać.  Teraz czekam na pewną przesyłkę, zagubioną gdzieś na jednej z poczt. To nie ważne, mogę czekać i wieczność. Wiem, że w końcu podekscytowany powoli otworzę kopertę i zatonę w treści. Tęsknię wbrew pozorom, za tymi mądrymi i głupimi rozmowami, za taką zwykłą rozmową, za nie wymuszanymi uśmiechami, bo tylko Ty potrafisz wywołać uśmiech na mej twarzy. W obliczu tego wszystkiego, co dostałam, w obliczu każdego słowa obfitego w życie, w obliczu każdego słowa pękającego od nadziei, jakie wpadło do naszych uszu, w obliczu każdego uśmiechu oddzielnie, każdego zdrobniale wypowiedzianego imienia - nie wolno. Nie wolno nam pozwolić, by ktoś musiał się o nas martwić. Nie wolno nam zaprzepaścić tego, co skrzętnie zostało zebrane, zaszufladkowane w głowach pustych często jeszcze, głupich wciąż i niedomyślnych. Najważniejsze, że się rozumiemy. Wiesz, co teraz jest najważniejsze? Trochę chęci, by nie obrócić tego w proch. By nie zapomnieć, nie zabrudzić wspomnień krwią, nie poprzekręcać składni zdarzeń i nie pogubić, na Boga, tylko nie pogubić, nie stracić tej wiary w jakąś cząstkę anielskości. Przetrwamy to, prawda? Nic nie musi się zmieniać - i oby się nie zmieniło. Chcę się śmiać z Tobą. Chcę prowadzić nieinteligentne rozmowy, idąc ulicami. Chcę rozsypywać pieniądze w pociągu, by je z Tobą zbierać.Chcę czuć, że żyję. Nie, że wlokę się ze spuszczoną głową i narzekam. Nie, że ledwo nabieram tchu, bo coś siedzi mi na sercu i dusi płuca. Chcę czuć coś, co nie jest bólem. Coś, co odbiega od codzienności.A teraz wymyśl sobie słowo, które opisze to, co czuję. Wymyśl je - i wiem, że będzie dobre. Bo czujesz to samo. Łączy nas nić porozumienia. To jest najpiękniejsze w swojej prostocie. A wszystko jest przecież darem od Boga. Czy może być jeszcze lepiej?
Siła tkwi w duszy, nie ciele. Siła jest tylko kwestią wewnętrznej równowagi. Wszytko zależy od nas samych. My - nikt inny - mamy w rękach klucz do szczęścia. Spójrz w dłoń. Co widzisz? Tak, tylko dłoń. Bo kluczem jesteś ty sam.
Wszystko obraca się wokół nas, wokół tego, jak się czujemy, ale przecież nie można wciąż popełniać tych samych, durnych błędów. Ile tak będziemy grać?! Ile trupów nam padnie pod nogi, ile dusz umrze przez nasze egoistyczne hipocentrum gdzieś w głowie?! Nie chcę przykładać do tego ręki. Choć i tak mam swój udział w tym akcie zbiorowej męki, to teraz umywam ręce niczym Piłat, nie wydają bezpośredniego rozkazu, ale wam nie bronię, zabijajcie się, dalej, dalej, siekiery macie w dłoniach, ostrze plącze się wam w ustach, bije nóż w płucach, oddychacie trucizną. Zabijajcie się, ale beze mnie. Stop. Wycofuję się...



Czekam na sklerozę uczuć i mam ją już w zasięgu ręki. Wysprzątałam komory i przegrody serca, i drzwi do niego otwieram. Bo wiem, że tym razem nie wpuszczę tu byle kogo.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rain in me

Make me feel