Mam pistolet, dwa naboje i nas dwoje. Czyli miłość pod górkę.
Witam serdecznie , dziś chciałem wam przedstawić historię pewnej miłości ;)
Drogi czytelniku lub czytelniczko jeżeli jesteś w związku i narzekasz, że nie jest on jak z bajki to jesteś w błędzie. Każdy z nas pisze historię swojej miłości "jak z bajki" na miliardy różnych sposobów. Pamiętaj, że to Ty cały czas jesteś autorem.
To
nie miało prawa się stać, to nie mogło się wydarzyć, to nawet na
scenariusz komedii romantycznej się nie nadaje. Jednak stało się.
Zakochałem się. Ktoś taki jaki ja, lowelas, podrywacz, facet który
wyznaczał sobie coraz to nowe cele, podbijał niezliczone ilości serc.W
kompletnie obcej mi dziewczynie, kompletnie w
przypadkowym miejscu, kompletnie w czasie, w którym mnie tam nie powinno
być. Wierzcie mi lub nie, ale nie pamiętam co jadłem na obiad wczoraj,
ale tamten dzień pamiętam dokładnie. Potem
walczyłem o tą miłość. Poznana dziewczyna stała się koleżanką. Widywałem
ją czasem idąc do szkoły, na autobus i ze znajomymi do pubu, gdy
mijaliśmy się na korytarzu szkoły i
tylko odwzajemnione cześć było dowodem, że mnie pamięta, jak
rozmawialiśmy wcześniej, podczas pierwszego spotkania, gdy z siebie
robiłem kompletnego głupka i plątały mi się słowa. Nie wiedziałem co
mówić, choć zawsze na pozór nieźle potrafiłem zbajerować dziewczynę.
Potem SMS, jak się okazało kompletnie nie do
mnie, ale od niej. Pragnąłem jej towarzystwa jak ryba wody, jak
człowiek powietrza, jak zranione serce ukojenia,pragnąłem z całej siły, a
każda godzina rozmowy z nią była chwilą. Spóźniłem się na randkę z inną
ponad 5 godziny, bo przecież ją spotkałem. Potem nasze spotkania stały
się częstsze. To nawet nie była przyjaźń. Po prostu widywaliśmy się. Po
prostu. Mieliśmy się już nawet więcej nie spotykać. Czuła, że nie
kontrolujemy tego co się dzieje. Ja się nie
poddałem, co jak co ale wytrwałość i determinacja to moja cecha główna,
zawsze dążyłem do postawionych sobie celów. Kiedy byłem potrzebny byłem,
kiedy miałem zniknąć, znikałem. Nie zasługiwałem na nią. Wreszcie, po
jakimś czasie zapytałem czy nie zostaniemy parą, tak na próbę, co nam
szkodzi. Zgodziła się. Byłem w siódmym niebie, jak by chwycił Boga za
nogi, wygrał milion dolarów. Później spytałem czy mnie kocha,
odpowiedziała
jak zawsze, „Nie potrafię Ci teraz odpowiedzieć na to pytanie”.
Spróbowaliśmy więc, tak na próbę. Ta próba trwa
już 9 lat.
Jak tylko zdecydowaliśmy się być razem, ja wyjechałem. Daleko. Jadąc
mówiłem, że kocham, że wrócę, że będziemy razem. Każdy możliwy weekend,
każdą wolną chwilę spędzałem u niej. Mróz, śnieg, standardy PKP i PKS, nie
były żadną przeszkodą. Można przecież nie jeść, byleby na bilet
starczyło. Czas mijał, nastał moment wyboru. Skończyliśmy studia.
Przyjechała do mnie zostawiając wszystko. Rozumiecie? Dla mnie. Nigdy wcześniej, żadna kobieta nie zrobiła tak wiele. Ja zbyt
pewny siebie omal jej nie straciłem. Nie wiem co we mnie wstąpiło,
naprawdę nie wiem, przestałemwalczyć, przestałem się starać, a przecież tak mocno ją kochałem. Była moim ideałem, moją muzą i natchnieniem. Kryzys minął, a ja udowodniłem swoją miłość – oświadczyłem się. Znów szczęście, znów miłość zwycięża, znów jest wszystko w porządku. Mówią, że życie jest jak wyboista droga, pełne zakrętów. Możesz myśleć i myśleć, rozmawiać, analizować, ale decyzję podejmujesz w jedną małą chwilę. Znów wszystko zostawiła dla mnie. Rozumiecie? Dla mnie. Swoje ambicje, plany, wszystko.
Nowa praca, nowe miejsce, nowi ludzie. Jest dobrze, czujemy się pewnie, bierzemy ślub, będziemy rodziną. Gdy czekałem pod gabinetem zaciskałem mocno kciuki. Musi się teraz udać. Wiem, dwa paski na teście to nic nie znaczy, ale tym razem się uda. Wychodząc trzymała zdjęcie z USG, a właściwie to były trzy zdjęcia. To była prawdziwa radość, to było prawdziwe przerażenie. Jasne, każdemu mogło się zdarzyć, będą trojaczki, ale donosić ciąże, to może być cud. Te dziewięć miesięcy zmieniło mnie na gorsze. Praca stała się najważniejsza, bo kochałem żonę i przyszłe dzieci. Z miłości do nich, pokochałem pracę. Przecież potrzebujemy pieniędzy, jesteś w ciąży, musisz uważać, przytulę Cię później, teraz jestem zajęty…
Dzieci
urodziły się zdrowe. To ja spędziłem z nimi pierwsze chwile po
porodzie, to ja ich pierwszy dotknąłem, to ja wyszeptałem do nich
pierwszy jakieś głupoty, to ja zmieniałem pierwszy pieluchę, to ja
pierwszy ich kąpałem. Byłem każdą chwilę z nimi, nie spałem, nie jadłem,
szykowałem mieszkanie na ich przyjazd. Może to przez mojego ojca, bo
nie chciałem być jak on, opuścić swoje dziecko i zostawić je z matką, od
zawsze pragnąłem dać im taki dom jakiego ja nigdy nie miałem, może to
ten
pieprzony konsumpcjonizm, chore korporacje wmawiające człowiekowi jaki
to wielki rozwój niesie za sobą praca u nich. Może to ja się bałem, może
po prostu się nie nadawałem na bycie ojcem. Ale przecież jestem
świetnym ojcem. Nie piję, nie palę, nie wychodzę z kolegami, prasuję
rzeczy dzieci, kąpię ich co wieczór, gdy nie pracuje, w sobotę czy
niedzielę jadę do pracy tylko na chwilę przecież. Firma mnie potrzebuje,
a ty sobie dajesz radę sama. Sama. Zbyt długo jesteś sama. Pytam Cię
wciąż czy mnie kochasz. Słyszę jak zawsze – „Nie potrafię Ci teraz
odpowiedzieć na to pytanie”. Teraz już będzie lepiej. Teraz musi być
lepiej. Będę walczył, nie poddam
się, gdybym to zrobił bym bym największym głupcem na świecie. Kiedy
będę potrzebny, będę obecny i
rzucę dla ciebie wszystko, kiedy mam zniknąć i zabrać dzieci, byś mogła
odpocząć, zabiorę ich i zniknę. A potem znów zapytam, nieśmiało jak
kiedyś, czy zostaniemy znów razem, tak na próbę… Mijały godziny, dni miesiące i lata. Dziś jesteśmy już radosną rodziną, czekamy na wnuki, a ja w końcu usłyszałem odpowiedzieć na pytanie które nurtowało, pytałem Ją wciąż czy mnie kocha odpowiedziała: "To chyba oczywiste gdyby było inaczej nie zabrnęli byśmy aż tak daleko. Kocham Cię ponad wszystko"
– Nic wielkiego. – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika".

Ujela mnie ta historia... :)
OdpowiedzUsuń