Gdzieś na skraju świata


Witam serdecznie.
Gdzieś na skraju świata, będzie wpisem poświęcony urokom życia na wsi :)

CZĘŚĆ PIERWSZA


Ktoś mądry kiedyś powiedział "pewne sprawy muszą ponieść śmierć w imię życia dla innych", tak jest z nami i z otaczającym nas światem. Coś musi umrzeć aby narodzić się na nowo. Nic w przyrodzie nie ginie.
To wszystko co mnie otacza, to mój dom. Moje dzieciństwo. Moja przyszłość. Moje życie.
To co otacza nas wszystkich to coś więcej niż kupa trawy i kilka drzew. Żyjemy w takim miejscu na ziemi a nie innym.
Patrząc na to z innej perspektywy możemy zauważyć, że jest to swoistego rodzaju symbioza świata ludzi i cywilizacji którą stworzyli ze świtem natury, który dał początek wszystkiemu i działa w niezmiennej formie od tysięcy lat.
W człowieku jest jakiś upór, blokada, wewnętrzna rogatka uniemożliwiająca przejście na drugą stronę. Nie potrafię tego nazwać. Chyba nikt nie potrafi. Na biologii i chemii nikt nie tłumaczy nam tego, co nie jest namacalne. Nikt nie tłumaczy nam, że każdy w jakimś stopniu jest diabłem. Jednak najwspanialsze nocne niebo jest tylko wtedy, kiedy masz obok siebie bliskie ci osoby. Najpiękniejsze gwiazdy spadają tylko wtedy, w pełni swego kosmicznego majestatu. Tylko wtedy mają najjaśniejszy blask oślepiający serce. To, że ktoś jest dla ciebie ważny przekłada się na niebo. Dlatego mimo chmur widzisz wszechświat. Skoro dzięki przyjaciołom możesz ujrzeć świat w lepszych barwach, to czemu nie galaktykę? Każde obserwacje z Wami były nie tylko zwykłym spoglądaniem w przeszłość tego, co nas otacza ale również myślami kierowanymi do naszej wspólnej przeszłości, przyszłości i milczenia. To wszystko jest i będzie nasze. Każda spadająca gwiazda to takie nasze małe szczęście. Tu wszystko czuje się inaczej, ciepłe promienie słońca, zimne podmuchy wiatru, szum trawy, inaczej wygląda niebo. I cisza jest czymś niepowtarzalnym.
Zadziwiające jak silne emocje może spowodować śmierć zupełnie obcej osoby. Przecież wchodząc do kościoła nawet nie znałam tożsamości. A może to nie sam fakt odejścia tylko te myśli? One nachodzą samoistnie. Myśli o tym, co przyniosłaby śmierć kogoś bliskiego. Jakie spustoszenie, ile łez, niezmierzony wymiar pustki. Ironia losu? Powstaliśmy z prochu i w proch się obrócimy. Kiedy spacerujesz wśród tego co nie zmienia się od wieków. Wszystko wydaje się być inne. Lepsze. Nie sądzisz? Drzewa które mogły by opowiedzieć niejedną wspaniałą historię. To właśnie w nich jest zawarta ta uśpiona siła.
Ludzie w tym zabójczym pędzie nie doceniają tego co mają. A to właśnie Tu można odnaleźć swój spokój. To powietrze, dopiero teraz to czuję, wiatr który przenika przez moje ciało. Czujesz, że żyjesz. Możesz odetchnąć pełną piersią. To jest to !!!
Da się tu odnaleźć miejsce dla siebie, spokojne zaciszne. Z dala od miejskiego zgiełku. Podobno lepiej się zasypia ze słodkim obrazem na powiekach. Z jakąś wyrwaną z dnia wyjątkową chwilą, cukrowym, lepkim wspomnieniem.






 





Nie możesz się poddać, nie ma gotowych rozwiązań,
nie ma na skróty dróg, przestań wstecz się oglądać.

CZĘŚĆ DRUGA

Chciał bym was zabrać na spacer. Trochę po lesie, trochę nad rzeką. Takie miejsca często wzbudzają w nas refleksje na temat swojego życia. Przynajmniej u mnie tak to się objawia. Znam te miejsca na pamięć, a mimo to czuję się jak bym za każdym wejściem do lasu odkrywał go na nowo. Najciekawsze jest to w  jakich kategoriach człowiek myśli o sobie ;)
Ostatnio podczas rozmowy, pewna osoba powiedziała mądre słowa :
" Kocham przyrodę a może nie przyrodę a jej zjawiska. Dla mnie niesamowitym jest na ten przykład wiatr, to cud. Nie możesz go dotknąć ani posmakować i nie zobaczyć go a wiesz, że istnieje. Piękny bez obrazy i pyszny w smaku. Najpiękniejsze jest to, że stoisz na szczycie góry i wiesz ,że ten sam wiatr widział stworzenie świata, Rzymu, powstanie Warszawskie i czesał włosy takich samych ludzi jak ja tylko setki lat wcześniej". Uważam, że takie miejsca sprzyjają myśleniu o sensie życia, istnienia, to coś naturalnego, niezmiennego od setek lat przez ludzi. Szumy wiatru nad rzeką mają głosy dobitne jak cisza, ta cisza miażdżąca i rzucająca o ściany, opowiadają historie o tym, jak staję się jednym z elementów wyboru. Jak jestem opcją i się mnie odrzuca. Jak sama siebie cenię za wysoko, za mocno, za bardzo, jak często łudzę się, że widać we mnie barwy, a szarość mimochodem zlewa mnie z podłogą i biegnę w mgle bez przeznaczenia, nie czekam, nie szukam. W króliczej norze zastawione są pułapki. Z kolcami i zaciskającą się, metalową paszczą. Pytanie tylko, dla czego?
Czy warto w ingerować w świat który daje nam tyle od siebie? Przecież mamy co jeść, nie przymieramy z głodu a banda kłusowników pozbawia życie dzikiej zwierzynie.
Może to nasza ras jest właśnie takimi zwierzętami, które nic nie rozumieją i zabijają tylko po to aby zaspokoić swoje żądze. Naddźwiękowa, zasadzona w grządce przestrzeni cisza. Strzelające patyki na  ziemi. Zapach lasu. Egzystowanie. Cudnie mi się siedzi we własnej przestrzeni, z dala od tego całego świata, zupełnie samemu. Wiatr współgra z ciszą, czasami jest tak,że czujesz go ale nie widzisz. Cisza. Lecznicza, kojąca, lekka. Cisza. Tak przyjemna, jak kostki lodu przyłożone do rozgrzanych skroni. Uwielbiam te wieczorowo-nocne chwile przeznaczane na myślenie o niczym. Nic nie czując, wpatruję się w niebo tak, że nawet dostrzegam światełko nadziei. Nikłe, wyblakłe, ledwo żywe - ale jednak. Teraz już doskonale wiem, kto jest w moim życiu najważniejszy. To nie rodzina. To nie znajomi. To nawet nie koleżanki z klasy i "przyjaciele". To ona. Ta, która wysłucha. Ta, z którą płacze się po nocach. Ta, która darzy mnie zaufaniem i nieustannie we mnie wierzy. Nie ma dnia, gdy o niej nie myślę. Bo przecież jak tu nie myśleć o skarbie, jaki Bóg zesłał mi z nieba, choć wcale nie zasłużyłam? Zresztą, tego nie da się opisać słowami. To trzeba poczuć. Trzeba to zrozumieć, przeżyć na własnej skórze. Tak nieopisanego szczęścia nie czuję przy nikim innym. Ta z którą mogę spędzać czas w milczeniu aby po prostu była. Wraz z upływem czasu zaczynam widzieć jakby nowe barwy. Żywe, radosne, ciepłe. Natłok zajęć nie pozwala mi się użalać i doszukiwać wad w dziele stworzenia. Ale dochodzę do, hm, dość niepasujących do mnie wniosków: Ostatnio polubiłem ciszę, jakąkolwiek, czy to spacer, czy noc. Staram się dostrzegać pozytywy wszędzie, choć nie zawsze mi się udaje. Staram się... Właściwe sam dziwię się jeszcze temu słowu, zwłaszcza jeżeli wychodzi ono spod moich palców lub z moich ust.
                                                                                                                                                                Nie uratujemy świata, nie będziemy bohaterami w swoim domu, nie spadnie nam gwiazdka z nieba, doba nie będzie trwała dłużej, a noc nadal pozostanie ciemna, życie krótkie, a pogrzeby smutne.
Dlatego uśmiechnij się teraz. I bądź tylko sobą. Nikim innym.
Przestań dążyć do perfekcji.
BĄDŹ SOBĄ!




CZĘŚĆ TRZECIA


Miałem ostatnio przyjemność pracować w tym roku przy zbiorze śliwek. Mimo ,że maszyna wykonuje dużą cześć pracy człowiek też musi włożyć dużo siły w jej sprawne obsłużenie. Co do siły. Bo trochę w tej części o niej. Siła nie polega na mocnym charakterze i mocy władania nad innymi. Siła nie jest cechę charakteru (czy też, w przypadku niektórych, wyglądu), nie jest zdolnością do walki, a umiejętnością obrony. To nie łatwe, choć pozory pozwalają nam twierdzić, że aby być silnym wystarczy umieć odpyskować i sprawiać wrażenie nieprzejętej osoby. A to nie na tym rzecz polega. Silnym jest się wtedy, gdy zna się swoją wartość i ma się szacunek - zarówno do samego siebie, jak i do innych. Siła przejawia się wewnątrz nas i, szczerze mówiąc, tylko my wiemy, czy jesteśmy silni, bo tylko my naprawdę jesteśmy świadomi tego, w jakim stopniu nasze zachowanie jest prawdziwe. Siła jest umiejętnością panowania nad swoją wrażliwością, aby nie stawała się ona anormalna i paranoiczna.
Aby to ujrzeć, wystarczy wyjść ze swojej własnej, nowej wiary o dziwnej nazwie nicmnienieobchodyzm - i spojrzeć na świat inaczej. Skupić się nie na drodze, lecz na zarysowanym w kartach kalendarza celu, nie na czasie, a na uczuciach. Bo życie to wcale nie bagno. Tylko równa, prosta droga, przysypana najbardziej, jak się da ludzkimi wadami, złem i nienawiścią. Droga, przez którą da się przejść, jeżeli się wie, jak stawiać kroki i gdzie patrzeć. Nie cały czas do tyłu - wówczas znika to, co być może jest drogowskazem. Nie wciąż przed siebie - wtedy można potknąć się o teraźniejszość. By umieć chodzić po labiryncie egzystencji, trzeba patrzyć przed siebie, pod siebie i co jakiś czas za siebie - aby "teraz" kształtować na swoje własne "jutro", bez błędów z "wczoraj".
Łatwe?
Bardzo Łatwe!
O ile jeszcze wiesz, czym jest twoje "teraz". O ile całkiem nie zgubiłeś się w wartościach, a na oczach nie masz wizji zabitego siebie.
Łatwe? Nie. No ale czy po przejściu pięciu metrów po ulicy czujesz jakąkolwiek satysfakcję?...

























Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rain in me

Make me feel

Zaloty