Pustka

Adam MickiewiczDO M****

Wiersz napisany w roku 1823


Precz z moich oczu!... posłucham od razu,
Precz z mego serca!... i serce posłucha,
Precz z mej pamięci!... nie tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.

Jak cień tym dłuższy, gdy padnie z daleka,
Tym szerzej koło żałobne roztoczy, -
Tak moja postać, im dalej ucieka,
Tym grubszym kirem twą pamięć pomroczy.

Na każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.

Czy zadumana w samotnej komorze
Do arfy zbliżysz nieumyślną rękę,
Przypomnisz sobie: właśnie o tej porze
Śpiewałam jemu tę samę piosenkę.

Czy grają w szachy, gdy pierwszymi ściegi
Śmiertelna złowi króla twego matnia,
Pomyślisz sobie: tak stały szeregi,
Gdy się skończyła nasza gra ostatnia.

Czy to na balu w chwilach odpoczynku
Siędziesz, nim muzyk tańce zapowiedział,
Obaczysz próżne miejsce przy kominku,
Pomyślisz sobie: on tam ze mną siedział.

Czy książkę weźmiesz, gdzie smutnym wyrokiem
Stargane ujrzysz kochanków nadzieje,
Złożywszy książkę z westchnieniem głębokiem,
Pomyślisz sobie: ach! to nasze dzieje...

A jeśli autor po zawiłej probie
Parę miłośną na ostatek złączył,
Zagasisz świecę i pomyślisz sobie:
Czemu nasz romans tak się nie zakończył?...

Wtem błyskawica nocna zamigoce:
Sucha w ogrodzie zaszeleszczy grusza
I puszczyk z jękiem w okno zalopoce...
Pomyślisz sobie, że to moja dusza.

Tak w każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.

Najpierw powoli, dotykiem ciepłych, pozornie wypoczętych dłoni rozmasowuję oczy. O tak, ruchem delikatnym i otulającym, przyciskając powieki do powierzchni rogówki, co zaczyna się od delikatnego pieczenia, efektu niewystarczającej ilości snu, a kończy cudowną ulgą, gdy łzy napływają powoli i koją. Każdy z rozdrganych nerwów. Przez kilka sekund wydaje mi się, że już tak zostanie na zawsze, z
zamkniętym oknem na świat, bowiem tylko w takiej pozycji czuję się bezpiecznie i komfortowo. Nie wyobrażam sobie momentu zdjęcia palców z powiek i uchylenia tego rąbka, którym, jak jej się wydaje, osłonić się da od wszelkiego złego.
Zmuszam się i, mając jeszcze na sobie prześwitującą warstwę snu, zsuwam z siebie grubą kołdrę. Chłodne powietrze okala ciało, a nogi na zawołanie pokrywają się gęsią skórką. Rzeczywistość jest nieubłagana i od jakiegoś czasu przypomina , że to był piękny sen z którego się obudziłem. Każdy włos na skórze nagle po ciekawsku zadziera się do góry i salutuje na baczność. Nie chcę, nienawidzę tego, broni się, ale jednak - zerkam za okno i nie widzę nic, a jeśli na upór stara się przestrzeń za-okienną nazwać, to tylko "ciemność" pasuje i tylko to teraz jest w jej myślach.
Chciałby jeszcze raz dotknąć oczu i mimochodem, przez siły grawitacji upaść z ciężkim wydechem na nadal niezasłane, podwójne łóżko, niechcący zaciągnąć pod sam nos kołdrę, niezauważalnym ruchem dłoni poprawić poduszkę. Nie wolno. Schemat codzienny i omijany tylko w niedziele i święta. Nie wolno.
Zapalam lampkę, gotowy na bolesny blask cztardziesto-watówki. Zanim przyzwyczaję się do światła, po omacku podchodzę do okna. Widzę swoje odbicie. To samo od kilkunastu lat i nieswoje od kilku.
Schodzę do kuchni, po drodze potykam się o butelkę i wchodzę w mokrą plamę po wylanym winie i nie mam już nawet sił, by zadręczać się nieistotnymi dla przebiegu kolejnego dnia zdarzeniami z wieczoru kilka godzin przed zbawiennym snem. Szuka TEGO kubka i wsypuje doń dwie czubate łyżki sypanej czarnej, zalewa wstawioną w tak zwanym międzyczasie wodą, przelewa, czarny płyn z fusami cieknie po szafce, a ona tylko czeka na moment, gdy zacznie rytmicznie skapywać z blatu. No tak. Kapie. Płyn kapie, czas płynie, żarówka stopniowo się wyczerpuje, świta. On zastygła, drapie się w ucho, zagryza dolną wargę.

Kurwa. Szept przecina ciszę. Kurwa.

Znów nie jem śniadania, choć doskonale znam tego konsekwencje, wychodzę z domu z papierosem w dłoni, spalę go od razu po wyjściu, a jutro znów będę powtarzać ten schemat.
Ubieram się już, na twarzy maluje się tam nieogolony wyraz twarzy, czuję pieczenie i ziarna piasku pod powiekami, cofam się po krople, w jednym bucie. Łapię paczkę papierosów, a widząc wyświetlane przez elektryczny zegar cyfry, potrząsam nią mocniej, ta zaś z hukiem spadają na ziemię, losowo rozrzucając całą swoją zawartość na podłogę. Pada kilka przekleństw. Schylam się, kręgosłup protestuje.
Klękam i czuje uwierający, mały przedmiot pod kolanem.
Za oknem jest prawie jasno, mgła zaciemnia wąskie uliczki pośród blokowisk, ruch staje się wzmożony.
Dotykam telefonu, na poczekaniu wymyślam coś o rozładowanej baterii, kilka razy przytakuje, przeprasza.
Gdy z chmur zaczyna padać lekka, późno-poranna mżawka, zakładam buty, wychodzę. Zamykam zamek na dwa spusty. Wygrzebuje z plecaka kluczyki i jakieś drobne na cole i niby wszystko jest tak, jak co dzień.
Sekundy nakładają się i pokrywają, jestem tylko nieco spóźniony. Musiał bym wrócić godzinę wcześniej z pracy żeby się ze wszystkim wyrobić...

Wychodzę z mieszkania.Wiatr uderza w twarz ostrym dotykiem, na kształt czyichś niechcianych dłoni. Jakby się lepiej wsłuchać, wychwycić można z szelestliwych zawirowań skrawki ludzkich głosów. Narzekań, biadoleń i przekleństw. Porwane na strzępki sylaby. Tyle nadużyć poprawnej polszczyzny i tyle nieidealnie przekazanych myśli.
Chłodny oddech powietrza zarysował połacie śnieżnobiałej poświaty.Zmroził dotykiem gałązki, upudrował po horyzont plamy szarości, podwyższył współczynnik kontrastu pomiędzy otoczeniem a nastrojami. Chłód wciągany przez nozdrza zaczepia o ścianki tchawicy, odwiedza płuca, nie wiedzieć po co, i wynosi się znowu na zewnątrz, w postaci zabawnej mgiełki, która, jak byliśmy jeszcze mali, imitowała dym z nieistniejących papierosów. Ileż to było wówczas śmiechu. Nie przy pozorowanym paleniu, lecz przy byciu dzieckiem. Ileż to takich obficie lukrowanych fantazją chwil przeżyliśmy, nie znając ich ceny i wartości po upływie kilku lat.
Chciałabym mieć ongiś w umyśle jakiś cichy, niezbyt hojny w słowa, ale jednak wystarczająco szczery głos, który by ostrzegał, gdy to już ostatni taki raz w tym życiu. Że to szansa ostateczna na czerpanie szczęścia z prozaicznych wydarzeń. Że później tak nie będzie, czas wyperswaduje mi co nieco, odbierze prawo do bycia niewinną, do bycia prawdziwą, do bycia bogatą duchowo zaledwie i aż przez wzgląd na sam fakt, kim jestem. Głos, który chociaż uprzedzi. Ostatni raz tyle radości sprawia Ci widok grawitujących płatków śniegu, ostatni raz widzisz urok w opakowaniu nowych kredek, ostatni raz klaszczesz wesoło, gdy są Twoje urodziny. Głos, wedle którego w pigułce pamięci byłoby mi dane zamknąć te uczucia, jak się później okaże, używane coraz rzadziej, bym mogła co jakiś czas possać chwilę w ustach okruchy wspomnień, znać je nie tylko w formie niepisanych opowieści, ale eksplodujących doznaniami bisowań, nie trącących aromatu stanów ducha.
Gdyby dane mi było móc na moment zamknąć oczy i ponownie zanurzyć się całą sobą w świecie wykreowanym za młodu, nie wahałbym się. Nawet jeżeli po powrocie do teraźniejszości każdy krok ważyłby tonę ze względu na nieustanne porównywanie z dzieciństwem i poczuciem oddalania się od niego. Cokolwiek się tam w tym naszym życiu nie działo, mieliśmy nad losem niewiarygodnie znaczącą przewagę. Byliśmy dziećmi. Byliśmy ufnością i wiarą w bezinteresowną dobroć. Byliśmy tym, czego teraz nam brakuje.
Chłodny oddech powietrza przybłąkał się do mnie, wślizgnął pomiędzy słowa. Cedzę przez zęby półsłówka, unikam rozmów. Śniegu wciąż nie ma, mróz tylko lekki, a we mnie... We mnie zawieje i zamiecie. We mnie syberyjski las, zasypany po czubki krzewów. We mnie biała pustynia. Cisza.
We mnie pustka.


Komentarze

  1. Wybrałeś jeden z moich ulubionych wierszy. Mickiewicz <3 Mimo to, nigdy nie pomyślałabym, że można wyjść od niego do takiego tekstu. Mocno poetycko, ale bardzo mi się to podoba. Pozdrawiam i wracam do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję jest mi niezmiernie miło ;)
      Właśnie od jakiegoś czasu to też mój ulubiony wiersz Mickiewicza i dla tego do niego postanowiłem się odwołać w tym wpisie ;)
      Pozdrawiam !

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rain in me

Make me feel

Zaloty