Nawrócenie grzesznika
Przytulam policzek do zimnej powierzchni dnia tylko po to by po chwili poczuć ulgę w całym ciele. Życie zaczyna przyśpieszać jak takty w symfonii Bacha. Uświadamiasz sobie, że nie masz czasu żeby stać miejscu, kolory zaczynają być bardziej wyraziste a dobro którym obdarowujesz innych do Ciebie wraca. Nie jesteśmy jacyś mega skomplikowani. Każdy z nas musi jeść, pić, kochać, wierzyć. To cała prawda o Nas. Spójrz najprościej jak się da. Jeśli zgromadzić każdą najmniejszą drobinkę naszego życia, każde wspomnienie w jedno miejsce i spojrzeć na to z innej perspektywy, to wszyscy dziś jesteśmy najszczęśliwsi. Tylko od nas samych zależy jak długo pozostaniemy w takim stanie, tylko dziś? Czy już do końca życia.
Osobiście byłem kiedyś jak
Judasz, w kościele bywałem tylko gościem kilka razy w roku. Kontakt z
rodzicami był na poziomie mniej niż przeciętnym, padały tylko pytania
jak w szkole, gdzie idziesz itp. O normalnym kontakcie z ojcem nawet nie
chciałem słyszeć. Kiedy byłem w grupie znajomych i poruszany był temat
wiary w Boga. Pozostawałem bezstronny, kiedy ktoś go obrażał nic z tym nie robiłem. Minęło sześć lat odkąd
zacząłem tak świadomie wierzyć. I dopiero po sześciu latach uświadomiłem
sobie w jakim bagnie tkwiłem, oddalony on Boga, zniewolony przez
używki. Nie był mi potrzebny, wiedziałem sobie, że jest gdzieś sobie ale
po co mi On. Przecież i tak jestem szczęśliwy.Dla tego teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że moje życie dzieli się na czas przed przyjściem Chrystusa i po przyjściu Chrystusa. Nawróciłem się w maju tego roku, na rekolekcjach. III Ogólnopolskie Forum Młodych z Siostrami Służebniczkami w Krakowie. To tam w tamtym miejscu nastąpiło moje nawrócenie. Nie zapomnę nigdy w życiu tych murów kościoła Matki Bożej Częstochowskiej. Był sobie wieczór, na pozór wydawało się zwykły. Tak myślałem.Dla mnie to był kolejny wieczór uwielbienia, nigdy jakoś szczególnie go nie przeżywałem. Być może dla tego też, że nie byłem na to gotowy. Tego sam nie wiem do dzisiaj. Od samego początku czułem się jakoś inaczej, dwie godziny wspólnego uwielbienia Pana poprzez modlitwę. Ludzie klęczeli, siedzieli na karimatach, siadali na posadzce. Obserwowałem jak inni to przeżywają, wychodzą, wracają, płaczą, cieszą się, tańczą. Normalnie coś niewiarygodnego. Wieczór uwielbienia dobiega końca, myślę sobie nic nie zyskałem, nic nie straciłem. Myliłem się. Na samym końcu tej uroczystości, ksiądz wziął do ręki przenajświętszy sakrament i zaczął chodzić między ludźmi. Można było nawet dotknąć Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie. Akurat bylem ze znajomymi na końcu kaplicy i widzieliśmy wszystko dookoła co się dzieje. Klęczałem, czekałem aż do mnie podejdzie w głowie kłębiło się tysiąc myśli i ból brzucha. Nawet na moment nie spuściłem wzorku z Sakramentu do momentu kiedy bylem z nim twarzą w twarz. Dosłownie na kilka minut przed dotknięciem sakramentu poczułem jak prawa połowa mojego ciała zdrętwiała. Było to nasilone do tego stopnie iż nie mogłem podnieść nawet do góry ręki. Nadeszła moja kolej. Z oczami wpatrzonymi w Hostię wyciągnąłem lewą rękę w stronę Sakramentu, przyciągnąłem go do siebie i przytuliłem. Chwilę później, odrętwienie odpuściło. Całe moje ciało przeszyły dreszcze a później niewyobrażalne ciepło i radość. Tak wielka radość jakiej nigdy nie miałem.W myślach, Panie Boże dziękuję !
Jesteś Wielki, Chwała Ci Panie. Taki rozradowany położyłem się spać. Dzień po wieczorze uwielbienia, przeżywaliśmy wieczór pokutny. Wiecie spowiedź, modlitwa. Dobrowolna nie każdy musiał brać udział. Poszedłem do spowiedzi, wyspowiadałem się ze wszystkiego i nagle stało się jeszcze lżej, poczułem się jak balon, który cały czas się pompuje. Po spowiedzi wróciłem do ławki i siadłem obok mojej zaprzyjaźnionej siostry zakonnej i powiedziałem do niej, że czuję potrzebę żeby położyć się krzyżem bo czuje, że muszę to zrobić. Odwróciła się w moją stronę, spojrzała swoim przenikliwym spojrzeniem i wypowiedziała: "Kto Ci broni? Wychudź z ławki i kładź się."Tak też zrobiłem, przeleżałem pół wieczoru pokutnego, krzyżem na końcu kościoła. Było okropnie zimno od posadzi, po chwili zacząłem się trząść ale zdziwiło mnie najbardziej to, że w dłonie było mi bardzo ciepło jak by ktoś ze mną leżał i trzymał mnie za dłonie. Wtedy początek mojego nawrócenia sięgnął zenitu, powiedziałem sobie w duchu Boże, Ty na prawdę jesteś ze mną i nigdy mnie nie opuściłeś. Modliłem się i przepraszałem Boga za moje wcześniejsze życie, za to jaki byłem dla niego.Później było mi jeszcze lepiej i w takim stanie trwam do teraz. Wiem teraz co jest najważniejsze w moim życiu, wiara. Staram się ewangelizować ludzi, znajomych. W moim domu już mi się udało. Relacje z mamą są na poziomie bardzo dobrym, aż sam się dziwię. Chodzę do kościoła regularnie. Dla tego wiara w Boga jest czymś wspaniałym. Wierzcie lub nie ale gdy się nawróciłem, moje życie zmieniło się diametralnie o 180 stopni.Nowenna Pompejańska stałą się dla mnie modlitwą numer jeden w życiu. Chodzi o odmawianie przez 54 dni, trzech lub czterech części różańca. 27 dni w intencji błagalnej i 27 dni w intencji dziękczynnej. Kiedy byłem w tym roku na pielgrzymce i przerwałem moją pompejankę, którą już prawie kończyłem miałem 42 dzień byłem już można by powiedzieć, że na ostatniej prostej. Niestety zły jakoś tak na mnie zadziałał,że nie skończyłem. Nie mogłem przez 4 dni zebrać się do różańca. Wierzcie mu lub nie ale przez te cztery dni byłem totalnie rozbity emocjonalnie, płakałem, chodziłem jak struty. Natomiast kiedy zobaczyłem Jasną Górę ulżyło mi i zacząłem 14-go odmawiać ją od początku. Świetne samopoczucie wróciło, poznałem jeszcze wielu fajny ludzi, z którymi trzymam kontakt. W takich chwilach uświadamiasz sobie jak modlitwa ma wpływa na Ciebie. Dobro wraca podwójnie. Ludzie są dla siebie bardziej życzliwsi a świat nie jest taki ponury jak kiedyś. Bóg jest z Tobą zawsze. Zastanawiałeś się kiedyś drogi czytelniku dla czego?
Podam Ci doskonały przykład : Spójrz na fotografię poniżej, pomyśl. W jaki sposób interpretujesz treść zamieszczoną na nim. A później przeczytaj to co chcę Ci przekazać.
Na obrazku widzimy, matkę z dwojgiem dzieci. Jedno posłusznie przebywające przy niej, natomiast drugie maszerujące przodem. Przez pryzmat matki i dziecka można doskonale wyjaśnić jedną z głównych prawd w życiu jak i wierze jaką jest miłość.
Być może dziecko jest obrażone na swoją mamę, coś poszło nie tak, doszło między nimi do konfliktu. Mama nie biegnie za dzieckiem, nie krzyczy. Ma dziecko cały czas w zasięgu wzroku i czeka. Tak samo jest z nami i naszymi relacjami z Panem Bogiem. Często obrażamy się na Niego bo nas nie słucha, lub dzieje się coś po naszej myśli. Często też popadamy w różne inne niemiłe sytuacje które nas oddalają od tej relacji z Bogiem. Latami nie staramy się naprawić tych relacji. Niektórzy nawet nie zdążyli ich naprawić. A On? Po prostu na nas czekam, nasz miłosierny Ojciec, cały czas patrzy na nas jak ta matka na swoje dziecko i pilnuje abyśmy nie zrobili sobie krzywdy. Nie goni nas, daje nam wybór. Możemy sami sobie wybrać ścieżkę, którą chcemy podążać. Nie zależnie jaka jest. Wszystko tylko zależy od tej relacji, na jakich zasadach ją budujemy i na ile jest prawdziwa.
Jak często okazujemy sobie uczucia?
Jak często mówimy do swoich rodziców - kocham Was?
Jak często uciekamy od rozmowy?
Jak często uciekamy od swoich bliskich?
Wierzę, że sami sobie odpowiecie w duchu na te pytania.

Świadectwo
Osobiście byłem kiedyś jak
Judasz, w kościele bywałem tylko gościem kilka razy w roku. Kontakt z
rodzicami był na poziomie mniej niż przeciętnym, padały tylko pytania
jak w szkole, gdzie idziesz itp. O normalnym kontakcie z ojcem nawet nie
chciałem słyszeć. Kiedy byłem w grupie znajomych i poruszany był temat
wiary w Boga. Pozostawałem bezstronny, kiedy ktoś go obrażał nic z tym nie robiłem. Minęło sześć lat odkąd
zacząłem tak świadomie wierzyć. I dopiero po sześciu latach uświadomiłem
sobie w jakim bagnie tkwiłem, oddalony on Boga, zniewolony przez
używki. Nie był mi potrzebny, wiedziałem sobie, że jest gdzieś sobie ale
po co mi On. Przecież i tak jestem szczęśliwy.Dla tego teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że moje życie dzieli się na czas przed przyjściem Chrystusa i po przyjściu Chrystusa. Nawróciłem się w maju tego roku, na rekolekcjach. III Ogólnopolskie Forum Młodych z Siostrami Służebniczkami w Krakowie. To tam w tamtym miejscu nastąpiło moje nawrócenie. Nie zapomnę nigdy w życiu tych murów kościoła Matki Bożej Częstochowskiej. Był sobie wieczór, na pozór wydawało się zwykły. Tak myślałem.Dla mnie to był kolejny wieczór uwielbienia, nigdy jakoś szczególnie go nie przeżywałem. Być może dla tego też, że nie byłem na to gotowy. Tego sam nie wiem do dzisiaj. Od samego początku czułem się jakoś inaczej, dwie godziny wspólnego uwielbienia Pana poprzez modlitwę. Ludzie klęczeli, siedzieli na karimatach, siadali na posadzce. Obserwowałem jak inni to przeżywają, wychodzą, wracają, płaczą, cieszą się, tańczą. Normalnie coś niewiarygodnego. Wieczór uwielbienia dobiega końca, myślę sobie nic nie zyskałem, nic nie straciłem. Myliłem się. Na samym końcu tej uroczystości, ksiądz wziął do ręki przenajświętszy sakrament i zaczął chodzić między ludźmi. Można było nawet dotknąć Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie. Akurat bylem ze znajomymi na końcu kaplicy i widzieliśmy wszystko dookoła co się dzieje. Klęczałem, czekałem aż do mnie podejdzie w głowie kłębiło się tysiąc myśli i ból brzucha. Nawet na moment nie spuściłem wzorku z Sakramentu do momentu kiedy bylem z nim twarzą w twarz. Dosłownie na kilka minut przed dotknięciem sakramentu poczułem jak prawa połowa mojego ciała zdrętwiała. Było to nasilone do tego stopnie iż nie mogłem podnieść nawet do góry ręki. Nadeszła moja kolej. Z oczami wpatrzonymi w Hostię wyciągnąłem lewą rękę w stronę Sakramentu, przyciągnąłem go do siebie i przytuliłem. Chwilę później, odrętwienie odpuściło. Całe moje ciało przeszyły dreszcze a później niewyobrażalne ciepło i radość. Tak wielka radość jakiej nigdy nie miałem.W myślach, Panie Boże dziękuję !Jesteś Wielki, Chwała Ci Panie. Taki rozradowany położyłem się spać. Dzień po wieczorze uwielbienia, przeżywaliśmy wieczór pokutny. Wiecie spowiedź, modlitwa. Dobrowolna nie każdy musiał brać udział. Poszedłem do spowiedzi, wyspowiadałem się ze wszystkiego i nagle stało się jeszcze lżej, poczułem się jak balon, który cały czas się pompuje. Po spowiedzi wróciłem do ławki i siadłem obok mojej zaprzyjaźnionej siostry zakonnej i powiedziałem do niej, że czuję potrzebę żeby położyć się krzyżem bo czuje, że muszę to zrobić. Odwróciła się w moją stronę, spojrzała swoim przenikliwym spojrzeniem i wypowiedziała: "Kto Ci broni? Wychudź z ławki i kładź się."Tak też zrobiłem, przeleżałem pół wieczoru pokutnego, krzyżem na końcu kościoła. Było okropnie zimno od posadzi, po chwili zacząłem się trząść ale zdziwiło mnie najbardziej to, że w dłonie było mi bardzo ciepło jak by ktoś ze mną leżał i trzymał mnie za dłonie. Wtedy początek mojego nawrócenia sięgnął zenitu, powiedziałem sobie w duchu Boże, Ty na prawdę jesteś ze mną i nigdy mnie nie opuściłeś. Modliłem się i przepraszałem Boga za moje wcześniejsze życie, za to jaki byłem dla niego.Później było mi jeszcze lepiej i w takim stanie trwam do teraz. Wiem teraz co jest najważniejsze w moim życiu, wiara. Staram się ewangelizować ludzi, znajomych. W moim domu już mi się udało. Relacje z mamą są na poziomie bardzo dobrym, aż sam się dziwię. Chodzę do kościoła regularnie. Dla tego wiara w Boga jest czymś wspaniałym. Wierzcie lub nie ale gdy się nawróciłem, moje życie zmieniło się diametralnie o 180 stopni.Nowenna Pompejańska stałą się dla mnie modlitwą numer jeden w życiu. Chodzi o odmawianie przez 54 dni, trzech lub czterech części różańca. 27 dni w intencji błagalnej i 27 dni w intencji dziękczynnej. Kiedy byłem w tym roku na pielgrzymce i przerwałem moją pompejankę, którą już prawie kończyłem miałem 42 dzień byłem już można by powiedzieć, że na ostatniej prostej. Niestety zły jakoś tak na mnie zadziałał,że nie skończyłem. Nie mogłem przez 4 dni zebrać się do różańca. Wierzcie mu lub nie ale przez te cztery dni byłem totalnie rozbity emocjonalnie, płakałem, chodziłem jak struty. Natomiast kiedy zobaczyłem Jasną Górę ulżyło mi i zacząłem 14-go odmawiać ją od początku. Świetne samopoczucie wróciło, poznałem jeszcze wielu fajny ludzi, z którymi trzymam kontakt. W takich chwilach uświadamiasz sobie jak modlitwa ma wpływa na Ciebie. Dobro wraca podwójnie. Ludzie są dla siebie bardziej życzliwsi a świat nie jest taki ponury jak kiedyś. Bóg jest z Tobą zawsze. Zastanawiałeś się kiedyś drogi czytelniku dla czego?
Podam Ci doskonały przykład : Spójrz na fotografię poniżej, pomyśl. W jaki sposób interpretujesz treść zamieszczoną na nim. A później przeczytaj to co chcę Ci przekazać.
Na obrazku widzimy, matkę z dwojgiem dzieci. Jedno posłusznie przebywające przy niej, natomiast drugie maszerujące przodem. Przez pryzmat matki i dziecka można doskonale wyjaśnić jedną z głównych prawd w życiu jak i wierze jaką jest miłość.
Być może dziecko jest obrażone na swoją mamę, coś poszło nie tak, doszło między nimi do konfliktu. Mama nie biegnie za dzieckiem, nie krzyczy. Ma dziecko cały czas w zasięgu wzroku i czeka. Tak samo jest z nami i naszymi relacjami z Panem Bogiem. Często obrażamy się na Niego bo nas nie słucha, lub dzieje się coś po naszej myśli. Często też popadamy w różne inne niemiłe sytuacje które nas oddalają od tej relacji z Bogiem. Latami nie staramy się naprawić tych relacji. Niektórzy nawet nie zdążyli ich naprawić. A On? Po prostu na nas czekam, nasz miłosierny Ojciec, cały czas patrzy na nas jak ta matka na swoje dziecko i pilnuje abyśmy nie zrobili sobie krzywdy. Nie goni nas, daje nam wybór. Możemy sami sobie wybrać ścieżkę, którą chcemy podążać. Nie zależnie jaka jest. Wszystko tylko zależy od tej relacji, na jakich zasadach ją budujemy i na ile jest prawdziwa.
Jak często okazujemy sobie uczucia?
Jak często mówimy do swoich rodziców - kocham Was?
Jak często uciekamy od rozmowy?
Jak często uciekamy od swoich bliskich?
Wierzę, że sami sobie odpowiecie w duchu na te pytania.
Z Panem Bogiem i Maryją !!!!!!




Komentarze
Prześlij komentarz