Człowiek o dwóch twarzach


"Jest nas dwóch jeden uprzejmy i ułożony, drugi nie przystosowany nieco wykolejony [...] "
 Nadchodzi taki czas, kiedy dokonujesz pewnych decyzji które rzutują na tym jak będzie postrzegana twoja osoba poprzez innych ludzi. Właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis, od przeszło dwóch i pół tygodnia obserwuję zmiany jakie dokonują się w okół mojej osoby. Jakiś czas temu chodziłem na spotkania KSM ( Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży) , która wpajała doskonałe jeszcze wtedy wartości, lecz coś się zmieniło. Kiedy przestałem pojawiać się na tych spotkaniach, przez ludzi którzy mieli styczność z tą grupą lub dalej do niej należą jetem traktowany jak jakiś trędowaty, na szczęście nie wszyscy z nich tacy są. Tu nie chodzi o oddawanie jakiegoś specjalnego szacunku, tu chodzi tylko o zasady, które były przekazywane na spotkaniach. Scenariusz się powtarza, kiedyś też wolałem chodzić z kumplami na piwo i włóczyć się pod most. Nie przeczę, że nie śmieli się z tego, że wybieram inną opcję spędzania piątkowego popołudnia ale to akceptowali i nasz kontakt dale był taki sam, niezmienny. Ostatnio postanowiłem wrócić do tych samych ludzi z którymi wcześniej przebywałem, i nie spotkałem się z czymś takim, co miało miejsce później.Ostatnio postanowiłem wrócić do tych samych ludzi z którymi wcześniej przebywałem, i nie spotkałem się z czymś takim, co miało miejsce później.  Chodzi tu o zasady. Nie lubię przewracania oczami na mój i widok i jak ktoś coś szepce sobie o mnie w zasięgu mojego wzroku kiedy to robi jak tego nie widzę, to przeżyję to.  Ale takie zachowanie jest bardzo niestosowne, nie chcę aby rzucano mi się na szyję itp, itd. Chodziło tylko o głupie "Cześć, Hej". Teraz mam to głęboko w dupie i nie mam zamiaru nic mówić.

Wczoraj czarka goryczy się przelała, podczas powrotu do domu spotkałem pewne koleżanki, jedna z nich była bardzo zaskoczona moją nagłą "przemianą" i od razu wdała się ze mną w dyskusję.
Ciekawiło ją jak to jest, że ktoś taki jak ja. Ma na myśli, udzielanie się przy kościele (wcześniej), spowiedź, mszę i wyprawy na pielgrzymki do Częstochowy, dziwiła się jak ktoś tak "religijny" tak to raczej ujęła, przychodzi do takich miejsc i nie stroni od różnego rodzaju używek. Sam początek był najlepszy, czemu chodzę do kościoła i do spowiedzi obiecując poprawę robiąc dalej to samo. Bez większej trudności udzieliłem odpowiedzi jak jest, na jej własnym przykładzie. Chodzi do kościoła i do spowiedzi obiecując poprawę a tak na prawdę po tej obietnicy robi dokładnie to samo a kto wie, może nawet gorsze rzeczy. Pod koniec wykazała się nietaktem i zaczęła robić sobie ze mnie żarty,których nie lubię kiedy rozmawiam z kimś na poważne tematy.

Nie ważne jest to jak postrzegają Cię inni ludzie, ważne jest to w jaki sposób z nimi rozmawiasz.
Często tak jest, kiedy dwie skrajne grupy są obecne w pewnej niewielkiej społeczności. Tylko nie zawsze się widzi, że jedna z tych grup jest spychana na margines społeczny i nie próbuje się zrozumieć tych osób, kiedy tak na prawdę są oni bardzo inteligentnymi ludźmi.
Nie widzi się problemów w swojej własnej grupie, natomiast aby móc chcieć umoralniać innych trzeba zacząć od samych siebie. A nie wyciągać pochopne wnioski, jak to ma miejsce.
Równie dobrze możemy porównać to samo do niewinnego dziecka, które boi się odezwać, żeby nie powiedzieć czegoś niewłaściwego/nietaktowanego, w obecności pewnej osoby. Bo kiedy wyraziło by się jakąkolwiek opinię o "TEJ" osobie człowiek ten byłby na językach ludzi z całej parafii, postrzegany jako ta czarna owca. Mi to szczególnie nie przeszkadza, ale współczuję niektórym ludziom którzy znają prawdę a nie mogę nic powiedzieć w obawie o swoje imię. Zamiast wpajania wartości bez pokrycia, tysiąc razy lepiej było by skonfrontować się twarzą w twarz zamiast popadać ze skrajności w skrajność, wszyscy jesteśmy ludźmi, jesteśmy tacy sami. Nie dzielimy się na nadludzi i podludzi, powtarzam to jeszcze raz JESTEŚMY LUDŹMI i popełniamy błędy. Każdy bez wyjątku, nie ma ludzi bezbłędnych. Trzeba o tym mówić i pisać bo problem rzeczywiście jest ogromny, a w społeczeństwie tworzą się coraz większe przepaści między pewnymi grupami ludzi.
Myślę, że problemów obcych ludzi nie naprawimy, bo to jest niemalże nie wykonalne! Możesz coś poradzić drugiej osobie, nakierować ale nigdy nie pomóc w stu procentach. Dla tego nie bójmy się wyjść z inicjatywą i w NIEKTÓRYCH przypadkach schować swoją dumę do kieszeni.


Dzisiaj dajmy na to, nie mam ochoty nigdzie wychodzi, siedzę w piżamie. Mam ochotę coś zniszczyć. Czasami mam już wszystkiego dość i chciałbym wszystko zostawić i gdzieś stąd uciec jak najdalej. Z tego powodu aby się oderwać choć na chwilę od "problemów" i trosk dnia codziennego, wychodziłem z kolegami na miasto. Ale dzisiaj na prawdę chcę odpocząć w zaciszu domowym, pośród muzyki.

Pozdrawiam.
Kamil.












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rain in me

Zaloty

Witaj nieznajomy w Klubie Utrapionych