Ostatni raz.



Naucz mnie chodzić bo już nie umiem, ten zamknięty świat mnie coraz bardziej rujnuje. Ta obłędna rzeczywistość gdzie nic nie jest normalne, cały świat już pewnie inny. Straciłem to wszystko na zawsze, mój chory paranoiczny świat w którym na prawdę wiele jest wad, nie pozwala o sobie zapomnieć i ściska moją szyję jak podstępny gad. Na mój stan nie ma już lekarstwa, moje ciało już powoli mchem obrasta. Z dnia na dzień z godziny na godzinę, czuję że coraz bardziej ginę. Moje ciało przeszywają dreszcze, szatanie czego chcesz ode mnie jeszcze?!
Oddałem Ci swą duszę, zawładnąłeś moim ciałem. Mam już dość, w sercach wielu ludzi już dawno skonałem. Sam już tak nawet myślałem, dopóki Ciebie skarbie nie spotkałem.
Ludzkie problemy, gdy na nie patrzę, często kojarzą mi się z próbami przejścia przez gęsty las. Człowiek wybiera jakąś drogę na chybił trafił, po pewnym czasie okazuje się, że robi się zbyt gęsto, by iść, ale idzie dalej, bo szkoda mu tej drogi, która już przeszedł. Przedziera się więc, krzaki go zatrzymują i w końcu nie może iść dalej. Czasem nawet nie może już się cofnąć. Ale najczęściej jest tak, że woli stać tam, gdzie jest, zamiast cofnąć się i poszukać innej drogi. Człowiek tak bardzo nie lubi przyznawać się do błędu, że będzie tam stał i całą winę zrzuci na las. Na szczęścia po drugiej stronie pojawiła się kobieta, która
pomogła mi przejść przez tą drogę. Samotność ma wiele twarzy. Jedni przeżywają ją jako rozciągniętą w czasie, bezmierną nudę i miałkość życia, inni jako emocjonalny ból, podobny do żałoby po kimś kochanym. Jeszcze inni jako powolne zamieranie, utratę energii życiowej i niemożność cieszenia się czymkolwiek. Jeszcze inni jako przerażający lęk i obawę przed szaleństwem. Wszystkiemu najczęściej towarzyszy jedno z dwóch przekonań: albo ja jestem kompletnie bezwartościowy albo świat jest miejscem wrogim, popsutym i niewartym zachodu.

Wolę, żeby mnie ktoś nienawidził za to, jaki jestem, niż kochał za to, kim nie jestem. Nic na prawdę nic nie pomoże, jeśli Ty nie pomożesz dziś miłości.

Naucz mnie żyć, bo się zatraciłem. Nie potrafię tak dalej istnieć. Serce postrzępione, chce odpocząć.
Paliłem mosty w imię miłości. Zastanawiam się co robić i na prawdę nic już nie wiem. Pomóż mi proszę, powiedz co mam zrobić. Uczę się jak przeżyć i co zrobić by nie upaść.
Miałem pokazać Wam dziś, jak pięknym Słońce może być przedmiotem, ale wyparłem z głowy radość wielkim, żelaznym młotem.
Bezradność niesie mnie znacznie bardziej, niż nogi drgające z wysiłku, nogi z pakietem mięśni zupełnie bezużytecznych.We mnie zimno. Pożar. Lód. Stan sprzeczności i zagłady. Krew ciągnie się jak stara guma do żucia, to chyba nie jest dobra pora na umieranie. No bo i jak mam zabić trupa ze smutnym kolorem oczu? Zmartwychwstanę. Jeszcze zmartwychwstanę. Zobaczycie. Podniosę głowę i... Mój Boże, czy potrafię robić coś więcej, prócz wiecznego wyniszczania?
Choć rany jakby zaczynają się goić, to wewnątrz mnie pękają tętnice, zalewają mnie gorącem i dreszczami. Mam w sobie mieszankę tęsknoty, ciepła, flaków i nienawiści do samej siebie, za tą naiwność, za czekanie na cud i za nadzieję. To przestaje być tylko urojeniem. To maniactwo. I lęk w tle. Tak się boję. Zaciskam zęby i próbuję pokazywać swój entuzjazm, chociaż w środku mam tony lodowatego strachu, tony wątpliwości i pytań, tony tragizmu. Cała ta magia umyka gdzieś, wycieka szparami pod drzwiami, ucieka do studzienek kanalizacyjnych a potem niknie wraz z hektolitrami tego bagna, do tego stopnia, że żadne nowoczesne oczyszczalnie nie przywrócą jej dawnej siły, dopóki nie spłynie na mnie na nowo, z góry, w kolejnej życiodajnej porcji. Już sam nie wiem, czy lepiej czekać na cud, czy po prostu z góry przyjąć za realny najgorszy ze scenariuszy. Na drodze pojawiają się coraz to trudniejsze przeszkody. Nie wiem, czy pokonać je skokiem, czy po prostu przejść pod spodem. Igram z ogniem, daję się temu porwać, wciągam się.W cieniu nigdy nie zaświeci słońce. Wstań. Wstań, nawet jeśli śledzi cię kilkadziesiąt świdrujących i wypalających skórę spojrzeń. Nawet jeśli rzucą w ciebie kamieniami, to nie poddawaj się. Więc nie bój się zatrzymać, spojrzeć w niebo i myśleć. Nie zganiaj z twarzy wesołych płatków śniegu, wirujących pośród atomów tlenu i azotu. Niech topią się od ciepła twojej skóry. To znak, że jeszcze żyjesz. Pozwól twoim oczom gubić się pośród bieli, pozwól im się mrużyć od rażącej barwy puchu. Płacz. Krzycz. Milcz. Rób to, co każe ci dusza. Rób to, co chcesz. Wyjdź na pole, pójdź do lasu, rusz się, rusz, żyj. A gdy już zostaniesz sam, to pozwól sobie na wolność. To chyba jedyna zaleta samotności - ten pozytywny aspekt oczyszczenia. Nie, to nie fajerwerki i gra orkiestry. Wielkie rzeczy dzieją się w człowieku i nie sposób ich zobaczyć bez patrzenia sercem. Czy warto? Warto.Nie podoba mi się ten stan. To ciągnie się przez kartki kalendarza, zegar gubi się, nie nadąża, czas się plącze, biegnie, zwalnia, biegnie, zwalnia, gubi rytm. Trzeba kogoś, kto zatrzyma czas, mnie i moje błędne myślenie. Sama... póki co, nie potrafię. Jestem zbyt słaba, nieokiełznana, dziwna. Nie pasuję tu. Czuję to. To udawanie nie pomaga, to nie działa, na marne moje próby wymuszenia naturalnego uśmiechu powtarzane codziennie przed lustrem. Gdzie jest instrukcja obsługo do mnie? Przecież musi być jakieś rozwiązanie, przecież... Nie, nie wierzę, że to ma trwać i ciągnąć się bez końca. W głowie kołacze mi się stado myśli. A jeśli tak będzie już zawsze? Jeżeli... Boże, jak mogłeś odejść stąd? Ja wiem, są ode mnie ważniejsi, są głodni, brudni, umierający, masz masę pracy. Ale nie zapominaj, ja tu jestem, oddycham, truję się tym tlenem.

Kiedyś, gdy już pochowam wszystkie zdjęcia i pousuwam smsy, pozapominam wryte mocno w duszę słowa i zetrę warstwę wspomnień z twarzy - może wtedy wam pomacham, tak ostatni raz, na
pożegnanie. Dziś to już chyba na prawdę utonę we wrzaskach. Słuchaj mnie. O piątej, ósmej, dwudziestej i czwartej. Szukaj mnie i moich zamkniętych powiek. W okolicach nocnego umierania.

Wszystkiego dobre dla wasz wszystkich, czekam na maile od jeżeli chcieli byście napisać
Pozdrawiam !










Komentarze

  1. Piękny i mądry post. Zostaję na dłużej.

    www.fotografiavenir.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ladnie to napisales, ma w sobie to spory przekaz

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bóg o Tobie nie zapomniał. Oddaj Mu wszystko w modlitwie. Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bóg o Tobie nie zapomniał. Oddaj Mu wszystko w modlitwie. Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rain in me

Zaloty

Witaj nieznajomy w Klubie Utrapionych