Love Lullaby

Uczucia, wiecznie nam towarzyszą od momentu poczęcia do śmierci. Trudno sobie wyobrazić świat bez uczuć, nieprawdaż? Nie da się od nich uciec, bo są nieodłącznym elementem naszej egzystencji. Niektóre uczucia chcemy przeżywać, jak miłość do partnera, radość z rzeczy które nas cieszą, duma z urodzenia dziecka. Są też uczucia o których się prawie nie mówi, ale czy to znaczy, że one  nie istnieją? Nie! Uczucia te można zamrozić, można je stłumić, można sobie wmówić, że są nam do niczego nie potrzebne, ale najlepiej zawsze je po prostu przeżyć. Niektóre towarzyszą nam przez dłuższy okres i ich nie rozumiem, tak jak na przykład dla czego najbardziej kochamy ludzi, na których nam nie powinno już zależeć. Każde to uczucie informuje nas o czymś. Ważne jest aby nauczyć się słuchać samego siebie choć nie zawsze jest to łatwe. Jak dla mnie ludzkość bez uczuć miała by niewielkie szanse na przeżycie.




Czym jest dla nas miłość do kogoś kogo nie powinniśmy już kochać?
W sumie to pytanie retoryczne. Na które każdy z nas musi opowiedzieć sobie sam. Bo tylko my znamy na nie odpowiedź. Ale jak by nie patrzeć to jedno z odwiecznych pytań, na które ludzkość usiłuje odpowiedzieć. 6 faz: zakochanie, romantyczne początki, związek kompletny, związek przyjacielski, związek pusty, rozpad. Każdy związek zaczyna się od zakochania, zdominowanego przez namiętność. To ten pierwszy etap, kiedy czujemy motyle w brzuchu, myślimy ciągle o ukochanym lub ukochanej i wciąż nam mało. W drugiej fazie do namiętności dołącza intymność, kiedy spędzamy z ukochanym cały czas, zwierzając się ze wszystkiego. Kiedy każda chwila bez ukochanej osoby, to chwila stracona. W kolejnym etapie miłości pojawia się zobowiązanie i czujemy się kompletni: jest przywiązanie, namiętność, pasja, zaufanie, przyjaźń, troska o siebie i staranie, aby związek był szczęśliwy. Czujemy się tak, że możemy przysłowiowe góry przenosić. Z upływem czasu wygasa namiętność i pozostaje więcej przyjaźni, troski i starań. Gdy miłość przeistacza się w przyzwyczajenie, kiedy porywy namiętności całkiem wygasły, serdeczna przyjaźń też wyblakła i pozostało tylko zobowiązanie, to oznacza, że nasza miłość weszła w fazę związku pustego, który w ostatnim etapie się rozpada, kiedy partnerzy są wobec siebie obojętni i po prostu czują, że to koniec. Oczywiście miłość nie musi wygasnąć w każdym przypadku, może zatrzymać się na którymś etapie, zależy to od doboru partnerów, od tego jak mocna będzie ich przyjaźń w miłości, ile cech wspólnych mają ze sobą. Wiedzieli to nasi przodkowie, dlatego przez wieki małżonków wybierali rodzice. Bo oni byli w stanie spojrzeć na młodych ludzi dojrzałym okiem i ocenić ile ich będzie łączyć, gdy wygaśnie namiętność. W każdy związek jest wkalkulowane ryzyko i nie każda miłość będzie tą po grób. To wraca jak bociany na lato do kraju, po prostu wraca do mnie i jest. Od lat obiecuje sobie zmiany, od lat obiecuje sobie” tym razem wygram”. Chwile powalczę i zapominam, znowu żyję bawię się ale to we mnie gdzieś głęboko siedzi. Bo nie jest tak jak chciałbym ,żeby było.Nie mogę z siebie tego wypatroszyć ! Najgorsze jest kiedy ktoś Ci mówi, że szybko sobie poradzisz, znajdziesz sobie pewnie od razu kogoś i zapomnisz o mnie. Jednak w praktyce to wszystko wygląda inaczej. Na odwrót. Pocieszyliście się na prawdę szybko. Tak to jest, gdy zaczynasz komuś ufać, zaczynasz zrywać swoje metalowe szwy na wargach i wylewa się z Ciebie potok krwawych wspomnień, wylewają się hektolitry zgnilizny, gniecionej przez kilkutonowe serce na sznurku, wewnątrz się wszystko zaczęło, to po pisanym przerywaną linią szczęściu, lekkim oddechu i gojących się ranach, jest wstręt. Może za dużo mówiłem o sobie, zbyt wiele tych "może". Wstręt. Wymiotuję swoją nadzieją, zaufaniem, naiwnością jak po butelce czystej, mam skacowane sumienie, chcę wypluć to prędzej, żeby nie nosić w sobie już tego żałowania, dręczenia si. Zanim usnę, chcę słyszeć czyjś głos. Niech podświadomie uśpi powieki. Chcę czuć potrzebę, by rano się budzić i nie pisać paranoicznych scenariuszy, z których każdy kończy się pod pierwszymi lepszymi kołami. Ja muszę zostać. Przeczekać. Nie uciekać. Nie tym razem. Muszę zacząć walczyć o swoje. Bo czy na ziemi istnieją ludzie, którzy nie lubię i nie chcą być kochani? Czy jest ktoś, kto nie lubi być filmem na czyichś powiekach przed zaśnięciem, ktoś, kto nie lubi siedzieć komuś w głowie, ktoś, kto nie chce być czymś więcej, niż nieużyteczną maszyną do produkcji sztucznego śmiechu i łez w ciemności? Ta nienawiść nie wzięła się od tak, znikąd, z dnia na dzień. Jeżeli ktoś nie wierzy w miłość to znaczy iż został przez nią solidnie skopany. To my, zabójcy, jesteśmy ofiarami. Własnego idiotyzmy i wrodzonej słabości. Jesteśmy ofiarami. Krzywdzą nas. Powoli. Boleśnie. Krzywdzą nas. BEZPODSTAWNIE. Nie patrząc na reakcje. Nie czując ich. Nie widząc. NADAJĄC życiu kolor krwisty, idę dalej. Oglądam się za siebie, ale tylko po to , aby ze szczerą nienawiścią pokazać wszystkim INNYM dumnie podniesiony środkowy palec. Po drodze gubię niezbędną do życia wodę. Tylko kilka kropel. Kroczę. Smutnie szuram nogami. Zmierzam w stronę światła. Idę. Bez celu- oby jak najdalej. Udawanie... Taak, to boli najbardziej. To boli jak nóż noszony w sercu. Sztuka niełatwa, ale możliwa i trudna do opanowania. Płoną mi policzki, jestem wściekły, widząc was dalej widzę w coś w Twoich oczach lecz nie potrafię tego opisać. I choć dłonie, zlodowacone od nie wiadomo czego, nieposłusznie dotykają klawiszy, to piszę dalej, chcę to gdzieś z siebie wyrzucić, choć na moment nie myśleć od dniu dzisiejszym, a nawet o całej reszcie przeszłości. Tylko ta chwila. I ja dotrzymujący jej kroku. Nic więcej się nie liczy. Nie teraz. Całe moje pięć litrów krwi sercem wyciekło, i proszę, popatrz, nadal jeszcze żyję. Pewnie jesteś w szoku. Myśli odbijają się od wewnętrznych ścian ciała z akustycznym efektem. Dni wydają się zlewać, wspomnienia porozpadały się, przeszłość zniszczyła jakikolwiek porządek. Jestem ten okrutny. Sprawca wszystkiego. Niech będzie. Zaplątały się wartości, czas je przykrył warstwą kurzu, a deszcz łez zrobił w połączeniu z ogromem szarych pyłków obrzydliwe błoto na tym, co kiedyś zdawało się być realnością. Zgubić się jest łatwo. Zgubić można się wówczas, gdy wmawia się sobie,że przeszłość to zamknięta karta, przeszłość jest nieodgadniona. Prawda pokazuje jak wielkim przeciwieństwem są sceny obracające się w naszej głowie. A to co powiedziałaś o mojej rodzinie zapamiętam Ci do końca życia.






Nadejdzie moment, gdy to wszystko zgaśnie.
Tymczasem nienawidzę Cię z całych sił, i kocham całym sercem.
Kocham Cię. Przestań istnieć albo zrobię to ja!




Komentarze

  1. Kamil ! to co napisałeś to jest czysta prawda :'( znamy się dobrze i wiem że to boli życzę ci szczęścia ! :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rain in me

Zaloty

Witaj nieznajomy w Klubie Utrapionych