Witaj Nieznajoma

Gdy zobaczyłem Cię po raz pierwszy poczułem się jak rażony piorunem, nie mogłem oderwać od Ciebie wzroku nawet na chwilę.Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo, jestem wrażliwy i delikatny, bardzo delikatny wbrew pozorom. Mnie też trzeba dotykać kolorem błękitnych oczu takich jak Twoje.Cokolwiek mnie bolało - odeszło - i wróci dopiero, gdy sam pozwolę sobie na upadek. Jest teraz dobrze, nawet mimo nieuczesanych włosów i źle zorganizowanego czasu. To się po prostu dzieje. Trwa, toczy się ku celowi jeszcze niewyznaczonemu, a ja nie chcę już uciekać. Czas wreszcie przestać tworzyć fobie, tylko żyć, tym razem naprawdę, bez nieprzespanych, ciemnych godzin i niezliczonych ilości odcieni karmazynu w tle. A wystarczy tylko patrzeć przed siebie. Zawsze w przód. Zawsze w przyszłość. Nie tylko w jeden, martwy punkt, ale całościowo, dokładnie i wytrwale. Tak, by nie przegapić aniołów na swej drodze i nie potknąć się o własną słabość, choć i to bywa przecież potrzebne. Mam szerokie źrenice, chwytam wszystko, powietrze wpływa do płuc lżej, niż zwykle, laserowym spojrzeniem widzę słońce nawet pod grubą kopułą z chmur, które wyjątkowo biją dziś błękitem ludzkich oczu. Gdzieś obok serca na nowo zamieszkała nadzieja, odziana w ciepły kubraczek z nitką optymizmu i szalik, chroniący ją od znieczulicy. Patrzenie w przyszłość to traktowanie wszelkiego zła jako przerywnik, którego celem jest jedynie pokazanie, jak wiele już masz. Aby to ujrzeć, wystarczy wyjść ze swojej własnej, nowej wiary o dziwnej nazwie nicmnienieobchodyzm - i spojrzeć na świat inaczej. Skupić się nie na drodze, lecz na zarysowanym w kartach kalendarza celu, nie na czasie, a na uczuciach. Bo życie to wcale nie bagno. Tylko równa, prosta droga, przysypana najbardziej, jak się da ludzkimi wadami, złem i nienawiścią. Droga, przez którą da się przejść, jeżeli się wie, jak stawiać kroki i gdzie patrzeć. Nie cały czas do tyłu - wówczas znika to, co być może jest drogowskazem. Nie wciąż przed siebie - wtedy można potknąć się o teraźniejszość. By umieć chodzić po labiryncie egzystencji, trzeba patrzyć przed siebie, pod siebie i co jakiś czas za siebie - aby "teraz" kształtować na swoje własne "jutro", bez błędów z "wczoraj". Cokolwiek to jest, egoizm, znieczulica, czy choćby poczucie rozprostowania kart przeszłości - jest mi dobrze. Mogę być niczym, ale i tak jest mi dobrze. Lęk roztopił się. Serce żarzy. Żyły tłoczą nadzieję. Usnę. Anioł wiernie będzie w moich snach, w podświadomości. Walcie się, góry, opadajcie, strome wzgórza. Usnę o tonę lżejszy. Bez łez. Bez strachu. Bez pytań i pustki w odpowiedzi. To prawda jest odpowiedzią. Prawda. Chwytam to, co los mi wręcza. Chwytam szczęście, które smak ma powietrza i ocean w oczach. Bryza uśpi mnie do snu na anielskich piórach.  Każdy medal ma dwie strony. Teraz, gdy patrzę na ziemię i widzę strzępki moich marzeń i pragnień porozrzucanie tu i tam albo odłamki uczuć tkwiące od dawna w moim sercu, a teraz niewinnie zdobiące powierzchnię globu, to już wiem, że czasami właśnie
zniszczenie jednego z elementów naszej egzystencji jest w stanie udowodnić, iż bez niego też da się żyć - i to nawet jakby łatwiej. Nie wszystkie nasze "sensy życia" rzeczywiście nimi są.Czas nie zawsze leczy rany, ale zawsze daje możliwość patrzenia na pewne sprawy z perspektywy innej, niż ta powstała pod wpływem emocji. Czas jest nauczycielem, który, mimo tego, że nic nie mówi, uczy nas postrzegania życia w taki sposób, by uczyć się na błędach i odróżniać je od zmian, które są konieczne. Może ten wieczór nie przyniesie ze sobą wszystkich odpowiedzi i nie pozwoli mi jednoznacznie osądzić, czy moje egoistyczne postępowanie przyniesie korzyści, ale tej nocy, gdy księżyc będzie zaglądać mi do okna wyszepczę cicho, tylko pod nosem, dwa słowa. Uwolniłem się.Przekonaj się, że altruiści jednak istnieją, że są na tej zimnej ziemi tacy, co samym uśmiechem potrafią roztopić lód. Anioły nie budują wieżowców w ciągu paru minut ani nie latają. Anioły leczą ludzi - choć, co dziwne, sami nimi są. Anioły mają w sobie coś, co jak powietrze wpływa do płuc, a z nich do każdej komórki ciała, napełniając ją wzruszeniem, ciepłem i, przede wszystkim, leczącą, prawdziwą nadzieją. Anioły w cudowny sposób zabijają wszelkie zło, anioły wypędzają z człowieka pesymizm, by choć na parę minut, godzin, dni stać się sobą, bez udawania, bez gry, bez jakiegokolwiek patrzenia na innych.   Dają wolność. A co to jest wolność? To właśnie bycie sobą, tylko i wyłącznie sobą. A to wszystko dzięki Tobie, dzięki wymienieniu na tym korytarzu wtedy "dzień dobry". Wszystko brzmi dla mnie jak pocieszenie, wygodnie jest myśleć, że wciąż jest się do uratowania, nawet jak się już w to prawie nie wierzy; skazaniec pod szubienicą także pewnie myśli, że coś się stanie w ostatniej minucie, trzęsienie ziemi, sznur zerwie się dwukrotnie, przynosząc ułaskawienie, telefon od gubernatora, spisek, który go oswobodzi. (Gra w klasy, J. Cortazar)
Wszystko brzmi dla mnie jak pocieszenie. Podobno lepiej się zasypia ze słodkim obrazem na powiekach. Z jakąś wyrwaną z dnia wyjątkową chwilą, cukrowym, lepkim wspomnieniem.
Dla mnie właśnie takim obrazem jesteś Ty.



 " Jestem sam. Sam tutaj i sam na świecie. Sam w sercu i sam w głowie. Sam wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętam. Sam w rodzinie, sam z przyjaciółmi, sam w Pokoju pełnym Ludzi. Sam, kiedy się budzę, sam każdego koszmarnego dnia, sam, kiedy wq końcu nadchodzi ciemność. Jestem sam na sam z przerażeniem. Sam na sam z przerażeniem.

Nie chcę być sam. Nigdy nie chciałem być sam. Kurewsko tego nienawidzę. Nienawidzę tego, że nie mam z kim porozmawiać, nienawidzę tego, że nie mam do kogo zadzwonić, nienawidzę tego, ze nie mam nikogo, kto potrzyma mnie za rękę, przytuli mnie, powie mi, ze wszystko będzie w porządku. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo, z kim mógłbym dzielic nadzieje i marzenia, nienawidzę tego, że przestałem mieć nadzieje i marzenia, nie znoszę tego, że nie mam nikogo, kto powiedziałby mi, żebym się trzymał, że jeszcze kiedys je odnajdę. Nienawidzę tego, ze kiedy krzyczę, a krzycze jak opetany, to krzyczę w pustke. Nienawidzę tego, że nie ma nikogo, kto by usłyszał mój krzyk, i nie ma nikogo, kto pomógłby mi nauczyć się, jak przestać krzyczeć. "

~Frey James

Witaj Nieznajoma, chciał bym abyś wiedziała, że zdecydowanie zaliczam się do grupy naiwnych wrażliwców. Do tych, co zakochują się od pierwszego wejrzenia, do tych, co ufają szybko, cierpią długo. Widzę Cię znów, a widok Twój znajomy bardziej niż własny uśmiech widziany w cudzych oczach. Wracasz, a ja mimowolnie otwieram ramiona.Może następnym razem. Spakujemy wszystkie uprzedzenia do walizki, wywieziemy ją na jeden z końców świata, zostawimy gdzieś pod popękanym drzewem odejdziemy, nie czując jakiejkolwiek potrzeby, aby się oglądać. Ostygną nasze serca z radości, wybiją tętnice równomierny rytm. Rozpłyniemy się w tej chwili jak miód w gorącej herbacie, aż nagle wyda się wszystko normalne. Będziemy żyli przypadkiem, mimochodem, od niechcenia i dla żartu, oby tylko nie wyjmować na wierzch uczuć i nie kłaść ich z trzaskiem na stół. Oby je pielęgnować w ukryciu, bać się nielegalnie, w ciemności, nigdy więcej nie pozwalać sobie myśleć o miłości, a stracone chwile spalić na stosie, zmrużyć piekące oczy, zatrzymać łzy, zdusić w sobie mdłości. Nie pamiętać złych wspomnień które wypaliły w naszych serach trwały ślad.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rain in me

Zaloty

Witaj nieznajomy w Klubie Utrapionych