Make me feel
Do ******
Pozwól mi,
cicho przytulić się do Ciebie
i schować twarz
w obłok Twej szaty,
zapomnieć o kłopotach,
mieć ciche serce, otwartą łzę,
i ciepłą dłoń Twą na włosach,
wiedzieć, że rozumiesz
gorzki smak zmartwień.
Ty patrzysz...
Ty patrzysz...
Twój wzrok wyrozumiały
i jak uśmiech
w kąciku ust,
pozwól tak cicho,
choć na chwilę
przytulić się do Twoich ust...
Jesteś coś co sprawia, że czujesz się inaczej, po prostu jest lepiej, nie ma pytań. Wszystko tkwi w tej osobowości. To wszystko jest okraszone nutą tajemniczości. W ten, zaczynasz zdawać sobie sprawę, że ta konkretna osoba jakimś dziwnym sposobem przenika do Twojej głowy. Liczę krople. Na siłę budzę dawne skojarzenia. Jestem z tym sam. Sięgam do zakamarków kieszeni. Przekręcam klucz. Uwalniam spokój, ciśnienie reguluję zwiększaniem się źrenic. Podpalam szeregi gotowych na ból receptorów. Gdy krążę po orbitach obłędów i cieni, zaczepiam zazwyczaj o tej rodzaj przystanków. Pauzuję świadomość i zagryzam wargi. Pozwalam pisać zdania nieme w kolorach intensywnej, pomarańczowej jesieni.
Pojawia się jak ciepły podmuch wiatry w mroźne jesienne poranki. Te emocje przebijają się przez wierzchnie warstwy złudzeń. Drylują moją
psychikę i dążą do powierzchni, do światła, do jasności, w której
prostym czynem jest ujrzenie prawdy. Prawdy w tym co jest ważne, jakimi priorytetami powinniśmy się kierować. Musimy być przede wszystkim sobą, być autentyczni w tym co robimy, bo każde czynny świadczą o nas, te dobra zarówno jak i te złe. Dno w każdym wymuszonym uśmiechu. Dno we wszystkich słowach
wypowiedzianych typowo pod publikę, by poruszyć ich usta, odwarstwić od
nich cząstkę radości. Dno w każdym porannym przetarciu oczu i spojrzeniu
w połamane z rozpaczy lustro. Dno, dno, dno. To nieuchronny koniec tej jesiennej chandry. Z odciskiem na sercu, który, wbrew prawom biologii i innych nauk o człowieku,nie powinien się zagoić, zabliźnił się. Słowa już coraz mniej przestają lepić się w krtani, zaczynam się budzić, wszystko zaczyna wracać na nowo. Smak, węch, wyostrzają się wszystkie zmysły. Brak mi spacerów po ogrodach, które niebawem obudzą się do życia w śród nocy, natomiast o poranku słońce zejdzie nad pięknymi łąkami. Z mroku wyłoni się wizja spokoju, gęsty mrok rozbłyska nawet w błękicie Twoich oczu. Momentami może być zbyt głośno by śmiech dosłyszeć i wychwycić najpiękniejsze słowa aniołów, słowa ważne. Drga mi serce, jakby się bało. Przecież nie powinno. Wiesz, co teraz jest najważniejsze? Trochę chęci, by nie obrócić tego w perzynę. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć czegokolwiek i właśnie to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.Czasami po prostu chciał by być taki małym szczeniaczkiem wtulonym w Ciebie, sam nie wiem dla czemu i w jaki sposób podświadomość wyszeptała mi to do ucha.Umiesz zrozumieć cały mechanizm, jaki mnie napędza. Ty nie gardzisz, nie ganisz, nie rozkazujesz.
Jesteś.
Żyjesz.
A mi to wystarczy.
Jesteś.
Żyjesz.
A mi to wystarczy.


Każdy z nas ma osobę, za którą niewiarygodnie tęskni. Możemy jedynie pocieszać się, że jest tak, jak musi być. Kto wie co i kogo przyniesie przyszłość.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
https://by-venvs.blogspot.com